Od dymu już lustra na sali sczerniały,
I wzroku błędnego nie sposób już znieść
I tańcem już dawno zmęczyły się pary.
Ja jednak dośpiewam do końca swą pieśń.
Orkiestra już setki melodii zagrała,
I wino w kieliszku już całkiem zmętniało.
Dar mowy powrócił i przepadł gdzieś znów,
Więc lepiej wychylę kieliszek bez słów.
Pól roku już wiosna z nadejściem swym zwleka,
Sumienia i dusze pokryła już pleśń.
Na próżno aż ludzie przebudzą się czekam,
A jednak dośpiewam do końca swą pieśń.
Orkiestra już setki melodii zagrała,
I wino w kieliszku już całkiem zmętniało.
Dar mowy powrócił i przepadł gdzieś znów,
Więc lepiej wychylę kieliszek bez słów.
Orkiestra o końcu koncertu już marzy,
Szydercze szemranie rozlega się gdzieś...
Spokojnie. Odejdę z uśmiechem na twarzy,
Lecz przedtem dośpiewam do końca swą pieśń.
Orkiestra już setki melodii zagrała,
I wino w kieliszku już całkiem zmętniało.
Nikt słowa dobrego nie powie i tak,
Wypiję i wyjdę stąd wolny jak ptak.
Nie. Zbiję ten kielich bez słów. W drobny mak.
|